JestemDzieckiem.pl
Ilość: 0 

0
Operacja Nocnik

Dodano: 2011-04-11
Nauka korzystania z nocnika to nie lada wyzwanie, zarówno dla maluchów, jak i dla ich rodziców. O ile dzieci będą się po prostu zapoznawać z nowym towarzyszem, o tyle rodzice muszą najpierw podjąć kilka istotnych decyzji. Kiedy rozpocząć naukę? Jakie czynniki wziąć pod uwagę? Jakimi metodami wpłynąć na malucha, aby chętnie korzystał z nocnika? I wreszcie - jaki nocnik wybrać?

Pierwszy rok życia Twojego dziecka przebiegł w tak szybkim tempie, że nawet nie miałaś czasu na analizowanie wszystkich jego nowych umiejętności, choć każda z pewnością bardzo Cię radowała: pierwsze słowo, pierwszy krok, pierwszy uśmiech... Po tym intensywnym okresie Twój maluch zwolnił trochę tempo. Nadszedł czas na trudniejsze umiejętności, w zdobyciu których będzie potrzebował twojej pomocy.

Mój synek na początku kwietnia skończył dwa latka. Dumą napawa mnie jego - coraz większa - samodzielność. W najbliższym czasie chciałabym wprowadzić w jego życie dwie zmiany. Pierwsza z nich to samodzielne zasypianie wieczorem (do tej pory ja lub mąż zostajemy z synkiem w jego pokoju do momentu, kiedy uśnie). Druga zmiana jest nawet ważniejsza i bardziej przełomowa dla mojego małego chłopca. Zbliża się bowiem moment, kiedy z dzidziusia w pieluszce powininen zamienić się w małego mężczyznę, który w razie potrzeby woła: "Mamo siusiu!"

Dlaczego właśnie teraz? Zapewne wiele z Was stoi przed podobną decyzją i zastanawiacie się, kiedy jest najlepszy czas na taką zmianę. Dobrze jest się nad tym zastanowić. W końcu chcecie osiągnąć sukces, a dziecku przysporzyć jak najmniej stresu związanego z nauką. Ja decyzję podjęłam wziąwszy pod uwagę trzy czynniki:

1) wiek malucha - skończone dwa lata to taka granica minimalna. Przynajmniej z dwóch różnych źródeł słyszałam, że wcześnie przyuczone do sygnalizowania swoich potrzeb higienicznych dziecko przechodzi później kryzys. No i wtedy nauka odbywa się dwa razy. Jeśli chcesz spróbować po drugich urodzinach, to musisz powoli wchodzić w temat. Jeśli zauważysz, że maluch nie jest jeszcze gotowy, możesz trochę odłożyć naukę. Warto pamiętać, że przedszkola wymagają umiejętności korzystania z nocnika od swoich podopiecznych. Teraz do przedszkola może iść nawet dwu i pół letni maluch. Zatem, jeśli Twoja pociecha wybiera się tam, to nie zostawiaj nauki "wołania siusiu" na ostatnią chwilę.

2) pora roku - może zabrzmi to dziwnie, że o tak ważnym momencie w życiu mojego dziecka miałaby zadecydować aura za oknem, ale wierz mi - jest  to dość istotne, a na pewno pomocne. Wiosna i lato to ten najlepszy okres. Dlaczego? Na początku nauki trzeba się liczyć z "wpadkami", a kiedy jest ciepło, to przesiusiane spodenki, nie będą tak nieprzyjemne dla Twojej pociechy. Zima jest pod tym względem najgorsza, gdyż nauka może przebiegać tylko w domu. Nie narazisz go przecież na mokre ubranko, gdy na dworze jest tęgi mróz i pada śnieg... Ale nawet nauka w domu w chłodne dni może doprowadzić do przeziębienia, albo zapalenia pęcherza, które jest bardzo nieprzyjemną dolegliwością, lubiącą nawracać). Jest jeszcze jeden argument przemawiający za latem. W moim przypadku nie ma on takiego znaczenia, bo nie pracuję zawodowo. Jeśli jednak Ty jesteś jedną z tych kobiet, które łączą pracę zawodową z obowiązkami domowymi, to z pewnością łatwiej będzie Ci zorganizować się w wakacje. Wtedy będziesz miała więcej czasu, a mniej stresu - dzięki czemu będziesz bardziej cierpliwa i wyrozumiała dla swojego malca.

3) jestem w ciąży - fakt, że spodziewam się kolejnego dziecka jest też nie bez znaczenia. Po pierwsze pieluchy jednorazowe kosztują niemało, dlatego wystarczy, że będę je kupowała dla jednej pociechy. Poza tym... o pieluchach trzeba zawsze pamiętać! Niby nic wielkiego, ale tu, gdzie mieszkam (piętnaście kilometrów od Poznania) pieluchy nie leżą niestety na półkach spożywczaka. A jeśli się pojawiają to tylko sporadycznie, tylko niektóre rozmiary i tylko w kosmicznej cenie. Ale abstrahując nawet od cen i dostępności warto uzmysłowić sobie, że pojawienie się konkurencji będzie dla każdego jedynaka dużym stresem. Nie warto zatem kumulować trudnych spraw. Taki brzdąc potrafi już analizować różne sytuacje, ale niestety nie zawsze dochodzi do dobrych wniosków! Nie chciałabym, aby mój synek myślał, że mały brat/siostra zabiera mu nie tylko czas mamy i taty, ale również pieluchy...

Nauka korzystania z nocnika zawsze wydawała mi się trudnym zadaniem, więc postanowiłam zapytać koleżanki, które już przez to przeszły o ich doświadczenia. W pierwszej kolejności postanowiłam zapytać mamę najlepszego kumpla mojego synka. Ignaś jest siedem miesięcy starszy; ma już dwa i pół roku. Przy okazji świętowania jego drugich urodzin Magda powiedziała mi, że od dziś uczą młodego korzystać z nocnika. Jej synek chodził już wtedy do klubu malucha, dlatego widok dzieci korzystających z  nocników nie był mu obcy. Magda i Ignaś mieli takie szczęście, że wszystko poszło im gładko, dlatego też cała operacja trwała około dwóch tygodni.  Ignaś dostał nocnik i od tego czasu rodzice go pilnowali. Wspomniany klub malucha jest na tyle fajny, że panie opiekunki włączyły się w to zadanie. I tak w domu i w klubie, Ignaś biegał bez pieluchy. Mniej więcej co dwie godziny  był zaganiany na nocnik. W domu przez pierwsze dni za pomyślne załatwienie potrzeby dostawał nagrodę. Trochę mnie to zdziwiło, bo przecież mogło to doprowadzić do sytuacji, że mały będzie zawsze oczekiwał nagrody. Na szczęście taki problem się nie pojawił; być może dlatego, że w przedszkolu poza pochwałą słowną nie było nagród za siusiu. Pomimo opanowania sztuki sygnalizowania swoich potrzeb, zdarzały się czasem drobne wpadki - Magda twierdzi, że trwało to około półtora miesiąca. Powiedziała, że szczególną należy wzmożyć czujność, podczas wizyt u znajomych lub rodziny. Dziecko, które świetnie się bawi może zapomnieć o wołaniu, poza tym wygłupy z wujkiem, czy dziadkiem mogą spowodować, że powiedzenie "posiusiał się ze śmiechu" przestanie być tylko zgrabną metaforą! Natomiast w klubie, przedszkolu czy u niani trzeba koniecznie zostawić kilka zmian bielizny i spodni, a na każde wyjście zabierać taki zestaw na zmianę.

Podbudowana sukcesami Magdy i Ignasia postanowiłam zadzwonić do mojej drugiej koleżanki, mamy dwójki dzieci: czteroletniego Franka i dwuletniej Małgosi. Natalia była kiedyś w podobnej do mojej sytuacji: będąc w drugiej ciąży, uczyła korzystać z nocnika dwuletniego wówczas synka. Okazało się, że Natalia zaczęła uczyć Franka, gdy była w ósmym miesiącu ciąży. Mały nie miał jeszcze dwóch lat. Pomiędzy nim a siostrą są prawie dokładnie dwa lata różnicy. Jej metoda polegała na tym, że każdego dnia sadzała synka na nocniku co czterdzieści minut. Aby brzdąc wytrzymał na nim kilka minut Natalia próbowała go czymś zająć: puszczała bajkę w telewizji, pokazywała mu książeczki z obrazkami itp. Na początku młody nosił jeszcze pieluchę, jednak kiedy Natalia zauważyła, że zaczyna sam wołać, przestała ją zakładać. Zwinęła natomiast dywan, siedziska kanap wyłożyła ceratką, którą przykryła kocami. Tak przygotowany dom pozwolił jej spokojniej podejść do tematu. Natalia bardzo cieszyła się z każdego kolejnego etapu, bo sadzanie na nocniku stało się coraz rzadsze. W ich przypadku pojawił się jednak dodatkowy problem – kupki. O ile siusianie powoli zaczęło w większości trafiać do nocnika, to kupka prawie zawsze lądowała w gatkach. Franio zapytany, czy chce zrobić kupkę odpowiadał, że nie, a pięć minut później było już „po zawodach”. Jednak i tego z czasem mały się nauczył.

Franek rozpoczął naukę na początku grudnia, jednak nie szła mu tak szybko jak to było w przypadku Ignasia. Gdy na dworze zrobiło się ciepło Natalia zaopatrzyła się we wiaderko podobne do tego, jakie dzieci zabierają do piaskownicy. Franiu miał do niego siusiać w terenie, a więc na spacerze, na zakupach itd. Warto nadmienić, że takie rozwiązanie może nie sprawdzić się w przypadku dziewczynek.  Natomiast kiedy Franek bawił się w ogrodzie, gdzie było dużo atrakcji, a zabawa była zawsze absorbująca, zapominał wołać. Wtedy dziadek wybrał jeden z krzaczków i nauczył wnuka „podlewać” – ten jeden! – krzaczek siusiakiem. To się bardzo spodobało młodemu i w ten sposób przestał zapominać o siusianiu, gdy bawił się na dworze. Teraz Natalia powoli zabiera się za naukę z córeczką. Chociaż dopiero zaczynają, moja koleżanka już stwierdziła, że nie będzie to takie łatwe...

Dla spokoju ducha zadzwoniłam jeszcze do Kasi, która powiedziała mi jedną ważną rzecz. Jeśli trafi się w odpowiedni moment, nauka korzystania z nocnika nie powinna trwać długo. Jeśli rodzice chcą przyspieszyć ten moment – wtedy bywa ciężko. W przypadku Kasi i jej córeczki nauka trwała trzy tygodnie: jej córka siadała z nocnikiem przed telewizorem. Od samego początku przestała nosić pieluchę i oczywiście zdarzały się wpadki, ale dziecko bez pieluchy wcześniej pojmuje konsekwencje (mokre majtki, spodnie) tego, że nie zawołały „siusiu!”.

Z takim zasobem wiedzy, sama rozpoczęłam naukę z synkiem. Jako że  wcześniej nie znał nocnika, postanowiłam najpierw zaznajomić go z nowym przedmiotem w jego otoczeniu. Mój maluch chętnie na nim siadał – ale zawsze ubrany. Wyrobił sobie specyficzną technikę siadania: na czworakach z wyprostowanymi nogami cofał się tak, aby nocnik znalazł się pomiędzy nóżkami i wtedy podnosił się do siedzenia. Faza wstępna była zatem za nami. Postanowiłam, że kolejny etap będzie polegał na nauce siusiania przed kąpielą. Mój synek prawie zawsze włożony do wanny zrobi siusiu, co bardzo mi komplikuje wieczorną toaletę, gdyż muszę zmieniać wodę. Niestety szybko okazało się, że malec nie zawsze chce usiąść na nocniku, a nawet jak posiedzi to nie zrobi siusiu, które chwilę później ląduje we wannie. Stwierdziłam, że muszę jeszcze chwilę odczekać... Aktualnie jesteśmy na etapie, na którym synek pokazuje nocnik, ale gdy go sadzam, on czasem zrobi siusiu, a czasem nie. Najczęściej udaje się wtedy, gdy nocnik stoi na kanapie, a nóżki synka przykryję kocykiem i zajmę go np. przeglądaniem książeczek. Kiedy uda mu się załatwić, pokazuję mu siusiu i wraz z mężem  klaszczemy i wołamy „brawo!!!”. Czasem w nagrodę mały dostaje jednego żelka. Lada dzień chciałabym rozpocząć pełną naukę, co mnie trochę stresuje – pewnie bardziej mnie niż synka!

Jeśli zastanawiacie się, jaki nocnik kupić, to ja polecałabym jak najprostszy. Warto zwrócić uwagę, aby „siedzisko” nie było zbyt wąskie, bo będzie się wrzynać w nóżki i pupę malca. Jeżeli chcesz, aby dziecko uczestniczyło w wyborze, pamiętaj, aby dokonać wstępnej selekcji i przedstawić mu najwyżej trzy czy cztery propozycje, które Ty wcześniej akceptujesz. Aby uatrakcyjnić proces nauki producenci oferują teraz nocniczki z fanfarami, z melodyjką czy zapachowe. Dla bardziej odważnych dzieci można od razu kupić małą klapę nakładaną na „dorosłą” ubikację, a do tego podnóżek, który ułatwi „wdrapanie się” na toaletę.

Na koniec kilka obserwacji:
 
  • nocnik w kościele – nie krępuj się wyjść z dzieckiem i nocnikiem nawet przed kościół: w trakcie nauki nie warto robić wyjątków i jeśli dziecko zasygnalizuje potrzebę to zawsze udostępniaj mu nocniczek;
     
  • łatwe do ściągnięcia ubranko – gdy jesteśmy na początku edukacji nocnikowej każda sekunda ma znaczenie;
     
  • szkolenie dla taty – tatusiowie czasem zapominają o takich drobnych szczegółach jak ten, że pod rajstopkami są jeszcze majteczki, które również należy zdjąć przed komendą „już”;
     
  • „sztuczna kupka” – jeśli Twoje dziecko ma problem z nauką robienia kupki do nocnika, możesz wykorzystać pomysł pewnych rodziców, którzy malowali marchewkę na brązowo i pokazywali dziecku, że kupka ma lądować w nocniku, a nie w kącie lub pod stołem.
     
Wszystkim, którzy zabierają się do tematu życzę wiele cierpliwości, wytrwałości i spokoju! Jeśli macie jakieś własne patenty ułatwiające operację „nocnik” - piszcie! Chętnie się z nimi zapoznam. Tymczasem trzymajcie kciuki i za moją pociechę – w końcu to on się uczy, ja tylko asystuję ;-)


  

Komentarze

ilość komentarzy: 0

Facebook:  

Temat:     

Treśc komentarza:  

Przepisz kod z obrazka: Captcha Podpis:     

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.