JestemDzieckiem.pl
Ilość: 0 

0
Dziecko a telewizja

Dodano: 2010-10-06
Kiedyś (podczas powolnego rozwoju technologii) niemal z namaszczeniem siadało się przed ekranem i oglądało Dobranocki czy Teleranki, serwując dziecku prócz typowych zestawów zabawek dźwiękowych czy obrazkowych zupełnie inną atrakcję: bajki telewizyjne. Wtedy to wynalazek telewizora był sam w sobie czymś niezwykłym, a co dopiero emitowana w nim bajka animowana. Dziś zaś medium telewizji stało się na tyle oczywiste, że wręcz bliskie człowiekowi. Jest chwilowo wyodrębnioną fizycznie witryną na cieszące umysł, wzrok i słuch programy.

 

Od chwili włączenia odbiornika TV zanika granica między światem widza, a obrazami płynącymi z ekranu. Mimo że siedzimy w pokoju, jesteśmy niemal naocznymi świadkami tego, co widzimy, zapominając, że dzieli nas od audiowizualnych atrakcji kineskop, przewody elektryczne, pakiet telewizyjny, napięcie w gniazdku i "kilometry czasu" od powstania ramówki TV. Szczególnie, jeśli przed telewizorem siada dziecko, to prócz rozmycia granicy widz-odbiornik, dochodzi do intensywnego chłonięcia różnych treści podczas oglądania telewizji (wyłączając kwestię bajek).

 

Kino bambino?

 

Niestety, z wyboru książka czy muzyka dziecko preferuje... telewizję. Najintensywniejszy kontakt z nią przypada na czas lat szkolnych – wybór telewizji nad innymi atrakcjami dzieciństwa bierze górę również z powodu ograniczonych kontaktów rodziców z dziećmi, trudnej sytuacji finansowej, rekompensowanej jedną, uniwersalną zabawką (telewizorem "multibajerem”), niż zakupem coraz to innych produktów rozrywki. Co gorsza, telewizja bywa nagrodą za wysprzątanie pokoju lub znajduje się  tuż za typowym szlabanem, gdy dziecko w czymś zawiniło, a którego "przeczekanie" frustruje malca. To wirtualna, wymuszona potrzeba rozrywki. Tak czy inaczej – dzieci spędzają średnio 4 godziny przed telewizorem, a rodzice nie mają często wpływu na to, co oglądają nasze pociechy.

Odbiór telewizji może być bierny lub aktywny. Przy czym to dziecko jest wręcz osaczane telewizyjnymi przekazami. Bez kontroli rodziców zappinguje pilotem (zapping – [ang.] pot. "skakanie po kanałach”), często pobieżnie i przypadkowo dobierając programy (chociaż sens słowa "wybór” jest tu pozbawiony znaczenia). Dziecko biernie poddaje się zabawie szukania kanałów, a swą aktywność umysłową, bombardowaną niemal epileptycznym i kakofonicznym błyskaniem ekranu powierza nie wiadomo czemu. Kciuk i nadgarstek pracują, zaspokajanie realnych i wartościowych potrzeb odbywa się, gdy wszyscy wrócą "po reklamie". I tu nieoczekiwanie wychowawcą staje się Pan Telewizor i Pani Telewizja.

 

Telefrenia

 

Nagminnym błędem jest nazbyt wczesne zaznajamianie dziecka z telewizorem. Karygodnym błędem jest przypisywanie roli niańki, pocieszyciela wylanych łez, czasowej "zapchajdziury” telewizorowi i sadzanie przed nim samego malca. A tego właśnie brakuje w późniejszych latach dziecka – wglądu do i wyboru kanałów małego widza, obecności rodzica i rozmowy na tematy związane z obejrzanym programem. Jeśli już oglądanie telewizji - to w proporcjach adekwatnych do czasu innych zabaw. A czas obcowania z telewizyjnymi atrakcjami dla przedszkolaka to 20 minut ciągłego oglądania, a 45 minut w przeciągu całego dnia. Nie należy też karmić telewizją dziecka spożywającego posiłki.

 

Witaj, telewizorku!

 

Gdy dziecko naśladuje zachowania postaci telewizyjnych, czy mówi ich językiem, a co najgorsze – robi to bezkrytycznie, to telewizja staje się jego głównym wzorcem, podpowiadaczem. Już za młodu dziecięcy widz zatraca się pod pozorem "zabicia nudy” - a przecież telewizja nie wydaje wyroków za zabicie czasu i mimowolnie zrodzonej z niego nudy. Powoli z umysłu dziecka zostaje wytrącona na zawsze wizja świata jako harmonii dobra i piękna, w jakiej od maleńkości wzrastał. Tym samym pewne sfery dzieciństwa zyskują rysy, które powinny wystąpić się w późniejszym, stopniowym rozwoju życia. Delikatne światopoglądy dziecka blakną oświetlone łuną obrazów z odbiornika telewizji.

Jako niewątpliwie negatywny wpływ telewizji uznać należy: poznawanie przypadkowych treści (przemoc w oglądanych serialach akcji, erotyka w filmach dla dorosłych, słownictwo w dosadnych talk-showach) i zachłyśnięcie się niebezpieczną ułudą fikcji (świat czarodziejskich sztuczek i bezbolesnych bijatyk), pochłonięciem czasu przeznaczonego na kontakt z bliskimi, z realnymi osobami, ale też utrudniona komunikacja z nimi (telewizja to bierne chłonięcie treści, tzw. "gotowe obrazy”, a w tym pozorna bliskość z obrazami za szybą ekranu – następuje wtedy "blokada zmysłów”) i zaniedbanie zdrowia fizycznego (ubogi aerobik na rozleniwiającej kanapie czy krześle).

Aby nie odsądzać telewizji od czci i wiary, warto skupić się na pozytywnych aspektach tego medium, a są nimi: możliwość bardziej dokładniejszego, urozmaiconego przekazu treści (multimedia: obraz, dźwięk i tekst), rozwijanie zainteresowań i postaw społecznych, wzbogacania słownictwa i wiedzy (różne teleturnieje) czy zapewnianie rozrywki.

 

Teoria i praktyka

 

Świat mediów obarczony jest swego rodzaju odpowiedzialnością za jakość treści i walorów edukacyjnych dla najmłodszych swych odbiorców. Nie trzeba wspominać o wartościowaniu wiekowym danych programów za pomocą znaczków ostrzegających w kątach ekranów. Tyle że, pojawia się tu szkopuł w postaci owocu zakazanego... Jeszcze innym problemem jest wszechobecny natłok i wpływ reklam wobec wymuszonych w ten sposób potrzeb dziecka, które nierzadko rozbijają się o mur finansowy rodziców.

Błażej Polcyn

Komentarze

ilość komentarzy: 0

Facebook:  

Temat:     

Treśc komentarza:  

Przepisz kod z obrazka: Captcha Podpis:     

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.