JestemDzieckiem.pl
Ilość: 0 

0
Słodki ciężar... wcale nie taki słodki.

Dodano: 2011-09-08
Jestem w ciąży. Właśnie zaczęłam szósty miesiąc i chociaż mój brzuch jest niewielki, to, niestety, zaczynają pobolewać mnie plecy. To jest moja druga ciąża, więc przypominają mi się sytuacje z pierwszej oraz z początków opieki nad synkiem. Jak wtedy radziłam sobie z tymi bólami? Czy teraz mogę zrobić coś więcej, aby je zredukować?

W poprzedniej ciąży brzuch pojawił się – na moje szczęście – dopiero w ostatnim trymestrze ciąży. Rósł dość szybko i choć nie urósł do kosmicznych rozmiarów, to jednak dla mojego organizmu był to szok, gdyż nigdy wcześniej tyle nie ważyłam. Noszenie dużego już dziecka spowodowało, że przesunął mi się środek ciężkości i zaczęłam chodzić odchylona do tyłu. Poza tym dźwiganie z przodu kilkukilogramowej „piłki” wymusiło stawianie stóp nieco szerzej niż zwykle. Dla postronnych obserwatorów wyglądało to pewnie komicznie, ale mi wcale do śmiechu nie było. Bóle krzyża szybko dały się we znaki. Myślałam wtedy, że wystarczy wytrzymać do porodu, a potem wszystko wróci do normy – wraz z ciężarem znikną bóle. Bardzo się wówczas myliłam. Jak zatem radzić sobie z bólami kręgosłupa w trakcie i po ciąży?

Niestety. W ciąży jedyny ratunek to odpoczynek (najchętniej w pozycji horyzontalnej), czasem można też liczyć na masaż w wykonaniu partnera. Jakkolwiek bardzo byśmy tego nie chciały, nie da rady przerzucić brzuszka na plecy – tak dla odmiany i wygody. Kiedy synek przyszedł w końcu na świat, ból faktycznie z początku minął. Nie trwało to jednak długo. Nowe obowiązki, czyli codzienne wielogodzinne noszenie, przenoszenie, podnoszenie noworodka, szybko dają się we znaki. Dodajmy do tego zmęczenie związane z nieprzespanymi nocami i bóle krzyża wracają ze zdwojoną niemal siłą. Tym razem jednak można trochę pomyśleć i spróbować ograniczyć sytuacje, w których plecy są narażone na zbędne obciążenie, czyli między innymi:
 
1. ... kiedy podnosisz dziecko. W momencie, kiedy Twój maluch nauczy się najpierw siedzieć, później pełzać a wreszcie chodzić, rozpoczyna się etap „życia podłogowego”. Brzdąc jest cały czas na wysokości Twoich kostek lub kolan. Jeśli chcesz go gdzieś przetransportować – nie ma zmiłuj – musisz się schylić. Pamiętaj jednak, że odciążysz swoje plecy, jeśli wykonując tę czynność po prostu kucniesz zamiast schylać się w dół. Kucając lepiej rozkładasz ciężar, a malca w efekcie podnosi siła mięśni Twoich nóg – najsilniejszych w Twoim ciele – a nie pleców. 

2. ... kiedy wkładasz dziecko do łóżeczka, wózka lub je z niego wyciągasz. To jedna z częściej wykonywanych przez Ciebie czynności i to już od momentu porodu. Malucha przenosisz ciągle: z łóżeczka do piersi, z łóżeczka na przewijak, z przewijaka do wózka, z wózka do łóżeczka... I tak w nieskończoność. Jak ułatwić sobie te czynności? Kupując łóżeczko sprawdź koniecznie, czy można swobodnie wstawić pod nie stopę. Możliwość postawienia jednej stopy pod łóżeczkiem, czy wózkiem, a drugiej obok niego ułatwi Ci uzyskanie stabilnej postawy podczas wykonywania powyższych czynności. Ciężar będzie w większości utrzymywany na Twoich nogach, a nie na odcinku lędźwiowym kręgosłupa.  Być może dziwi Cię, że tak naturalna czynność, jak kładzenie dziecka do łóżeczka może powodować takie problemy. Wyobraź sobie jednak nocne karmienie. Dziecko zasypia w jego trakcie w Twoich ramionach. Rzecz jasna, chcesz położyć je tak, aby się nie obudziło. Akrobacje, które temu towarzyszą, moja koleżanka nazywa „krokiem z Matrixa”. Poruszasz się delikatnie, na palcach, tak, jakby cały pokoik Twojego dziecka poprzecinany był laserowymi czujnikami, a jeden nieprawidłowy ruch z Twojej strony miałby włączyć co najmniej trąby jeryhońskie. Dotarłszy do łóżeczka, zawisasz nad nim w upiornie niewygodnej pozycji – kładziesz na materacu najpierw pupę dziecka, później delikatnie główkę – a wszystko to w napięciu nie tylko emocjonalnym, ale również Twoich mięśni, które niestety daje się później we znaki.

3. ... kiedy nosisz dziecko na rękach. Ta czynność również będzie Ci towarzyszyła od pierwszych dni życia Twojego maleństwa przez kilka kolejnych lat. Jeśli teraz wydaje Ci się, że nie będziesz w stanie nosić dziecka, ważącego pięć, dziesięć czy więcej kilogramów to pozwól, że wyprowadzę Cię z błędu. W miarę, jak Twoje dziecko rośnie, zwiększa się też Twoja wydajność. W końcu nie od dziś wiadomo, że trening czyni mistrza! Kiedy więc Twój maluch podrośnie, nie będziesz miała problemów z jego udźwignięciem. Z kolei chcąc mieć go jak najbliżej siebie będziesz szukała powodów, dla których mogłabyś nosić swoje dziecko: z miłości, z wygody, z pośpiechu itp. Na szczęscie w tym przypadku na przeciw potrzebom młodych matek wyszli producenci artykułów dziecięcych. Ja właśnie zaczęłam przypominać sobie, jak pomagałam sobie przy pierwszym dziecku i co warto by było zmienić tym razem.

Od samego początku bardzo dużo nosiłam synka. Nie mogłam się opanować, bo szalenie kocham niemowlęta. Mój synek zaś szybko zrozumiał, że świat jest ciekawszy, gdy zwiedza się go z mamą. Nosiłam go więc od rana do wieczora: przy porządkowaniu domu, gdy chodziłam na zakupy, gdy szliśmy na spacer. Sąsiedzi stwierdzili nawet, że ten poród  niewiele zmienił: nadal wyglądam jak ciężarna, z tą różnicą, że teraz widać dziecko.

Szybko poczułam, że moje plecy nie dają rady. Wtedy też wypróbowałam różne produkty, których wiele pojawiło się w ostatnich latach na rynku: nosidełka, chusty, kieszonki... Nie będę polacała jednej opcji - każda znajdzie zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników. Tak naprawdę to, na jakie wspomaganie się zdecydujesz będzie zależało od wielu czynników: od wieku malca, od tego, gdzie będziesz go nosić, od Twoich indywidualnych preferencji. Najważniejsze jest to, że takie rozwiązania uwalniają ręce i przywracają właściwą postawę ciała, a co za tym idzie – dobrze rozkładają ciążar dziecka i redukują, bądź nawet eliminują, problem bolących pleców.

To, że masz dziecko nie oznacza wcale, że stałaś się maszyną, która karmi, nosi i pielęgnuje. Nadal jesteś kobietą, która musi dbać o siebie, swoje zdrowie, wygląd i samopoczucie. Ponadto pamiętaj: teraz, kiedy jesteś młoda, możesz myśleć, że wytrzymasz i później będzie wszystko w porządku. Jednak obciążąnie kręgosłupa przez tyle lat może spowodować, że problemy z plecami powrócą, gdy dzieci wyfruną już z Twojego gniazda. Będziesz wówczas chciała zająć się sobą, swoimi hobby – nie warto, aby te plany udaremniły Ci bóle pleców. Zdrowie jest najważniejsze! Pomyśl o tym i nie nadwyrężaj swoich pleców. Najprawdopodobniej nie uda Ci się całkowicie wyeliminować bólu kręgosłupa, ale zrób wszystko, by go zmnimalizować. Wszystkim mamom, które uwielbiają nosić swoje pociechy życzę prawidłowej postawy – wobec dziecka i wobec siebie!

 
Kinga z Rzeszowa




Komentarze

ilość komentarzy: 0

Facebook:  

Temat:     

Treśc komentarza:  

Przepisz kod z obrazka: Captcha Podpis:     

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany.